Poniedziałek…
Nienawiedze poniedziałków… Wstaje 5:45 (to już zaczyna jakieś rytualne być), biegne na autobus, jade. Najpierw jakaś laska, tak na oko rok młodsza, wsiada i prosi mnie o skasowanie biletu mówiąc per “pan”. Myślę, spoko, poniedziałek. Potem jakaś laska, z którą jadę już od dobrych kilku przystanków, zapodaje do mnie “Cześć Michał”. Kto to kur..? Zrobiłem […]