Tenis & rower
Dziś, na próbie chóru Kuba zaproponował małą grę w tenisa. Uprzedziłem go, że nie miałem rakiety od dwóch lat w ręce i w ogóle nigdy dobrze nie grałem, ale nie robiło mu to różnicy. No to OK, pojechałem tylko do domu, zjadłem coś, skosiłem trawę, wsiadłem na rower i pomknąłem w kierunku kortów pod Wawelem, a że byłem już spóźniony, to jechałem dość szybko i energicznie ;-)
I tu popełniłem duży błąd. Po zejściu z roweru nie mogłem już spokojnie biegać, więc gra w tenisa była dwa razy bardziej męcząca fizycznie niż jest normalnie. Plusem jest to, że po tych dwóch latach nadal wiedziałem jak trzymać paletkę i w miarę miałem pojęcie jak uderzać w te latające kulki. Ale i tak było fatalnie ;-) No cóż, coś mi się wydaje, że wezmę sobie jakieś lekcje. Z tenisa oczywiście, bo jazdę na bike’u opanowałem całkiem nieźle.